Przyłóżkowniki* czyli słów kilka o modelowaniu

W tym roku Gwiazdor schował mi pod choinką bardzo fajne książki 🙂 Ostatnie wieczory spędzałam w łóżku przyswajając wiedzę zawartą w aktualnych przyłóżkownikach* – a jest co czytać! 🙂 Bardzo się cieszę, uwielbiam książki, a w szczególności takie. Szkoda, że nie ma ciekawych nowych tytułów dostępnych w Polsce i trzeba kombinować z zamawianiem z USA. No ale cóż. Grunt, że przesyłka doszła przed świętami 🙂 To co, szybko zrecenzuję książki, może ktoś z szyjących zainteresuje się jakąś pozycją.

Książka nr 1:

Zawartość książki raczej z tych starych, prezentowana moda jest dość archaiczna;) Ale kwestie modelowania i dopasowania są jak najbardziej „na czasie”. W środku, na 127 stronach formatu +- A4 znajdziemy mnóstwo zdjęć obrazujących problem konstrukcyjny na modelu oraz informacje co należy zmienić na wykroju, aby usunąć niedopasowanie. Co ważne, w książce głównie porusza się kwestie dopasowania ubrań o kroju dostosowanym do standardowej sylwetki, do sylwetek nietypowych. Jeśli masz wypukły brzuch, skośne ramiona, przeprost, płaskie pośladki… Tu znajdziesz rady, co robić z gotowym wykrojem, aby pasował. Dodatkowo znajdziesz też zdjęcia pokazujące np. standardową pupę, wypukłą, czy też płaską – łatwo więc będziesz mogła stwierdzić, do której grupy się zaliczasz. Informacje te znajdziesz w rozdziale poświęconym typom sylwetek oraz porównaniom między „standardowymi” cechami a „nietypowymi”.

Pod względem merytorycznym książka nadaje się raczej dla osób średniozaawansowanych. Trzeba mieć podstawowe pojęcie o pracy na wykrojach. Z drugiej strony nie spodziewajcie się odkrywczych informacji, w książce tej znajdziecie raczej typowe, standardowe rady dotyczące dopasowywania.

 

Książka nr 2:

Ta książka polecana jest w wielu miejscach w necie jako idealna dla osób lubiących prace z wykrojami. Czyli pasuję do definicji;))

W środku, na 144 stronach, znajdziemy bardzo fajne zdjęcia i szkice obrazujące główne zagadnienia dopasowywania ubrań. Całość podzielona jest na kilka części. Pierwsze rozdziały (przygotowanie do szycia, jak się pracuje z wykrojami itd.) skierowane są raczej do początkujących. Osobiście jednak z chęcią przeczytałam te części – co się nauczyłam nowych słówek, to moje;P W kolejnych rozdziałach dowiemy się jak wykonać podstawowe zmiany na wykrojach. Poziom trudności „easy”, ale jestem pod wrażeniem jak fajnie i przystępnie zostało to przedstawione. Znajdziemy też kilka bardziej zaawansowanych instrukcji – dokładne opisy idą w parze z czytelnymi obrazkami – jak dla mnie bomba. Jasno i logicznie – o to chodzi.
W przedostatniej części znajdziemy gotowe wykroje do przeskalowania. Jak się sprawdzają – tego niestety Wam nie powiem, bo z nich nie korzystałam i skorzystać nie planuję. Na końcu książki znajdziemy jeszcze kilka rad dotyczących technik szycia. Dla początkujących może to być niezła skarbnica wiedzy.

Generalnie książka jest bardzo przejrzysta, a wiedza w niej zawarta przedstawiona jest w sposób łatwy do przyswojenia. Zdecydowanie polecam wszystkim, chcącym nauczyć się dopasowywania ubrań i modelowania.

Książka nr 3:

Mój zdecydowany faworyt 🙂 Na 224 stronach w formacie +-A4 znajdziemy mnóstwo informacji dotyczących dopasowywania wykrojów. Autorka jest „praktykującą” krawcową i co chwilę znajdziecie jej osobiste rady – np. zapas w tym miejscu zazwyczaj daje się xcm, ale wg moich obserwacji x-2cm lepiej się układa. Przyznam szczerze, że jej rady są dla mnie szalenie istotne i planuję wprowadzić kilka z nich w życie;)

W tej książce nie znajdziecie „pojedynczych” przypadków. Tutaj do dopasowania podchodzi się kompleksowo – czyli tak długo poprawiamy konstrukcję, aż będzie dobrze leżeć na modelce. A modelki są przeróżne, ich figury zdecydowanie odbiegają od „standardów”, więc kombinacji mamy mnóstwo. Wszystko idealnie widoczne zarówno na zdjęciach modelki podczas przymiarek jak i podczas późniejszych poprawek na wykroju.

Ta książka, pod względem zawartości, jest najbardziej zaawansowana z całej trójki. Gorąco polecam ją więc wszystkim, którzy lubią prace z wykrojami i mają już średnie pojęcie o modelowaniu:)

 

 

A teraz z totalnie innej beczki – aktualnie wzdycham do książek z serii Patternmaking for Fashion Design autorstwa Helen Joseph Armstron (link 1 2 i 3). Dostępne są różne edycje, niestety wszystkie masakrycznie drogie 😛  Ale spoko, mam plan – kiedyś je kupię. Jak nie nowe, to używane, te są przynajmniej w bardziej przystępnych cenach;)

 


*Przyłóżkowniki to książki przeznaczone do czytania w łóżku. Zazwyczaj zlokalizowane są przy łóżku, uniemożliwiając swobodne przechodzenie obok. Najczęściej irytują współmałżonka za wysoki współczynnik tworzenia wizualnego syfu w pokoju. Przez użytkownika uwielbiane i niechętnie odkładane do szafy.

 



Skunksovariations

Ostatnio pracuję ciągle nad Skunksem;) Testujemy różne dzianiny, sprawdzamy konstrukcję… Niestety jeszcze nie jestem zadowolona z efektu końcowego, więc prace trwają;)

Dla porządku rozmiary:

Czarna Kasia 36o/oo

Ola 36oo/ooo

Kasia 40oo/ooo

I ciągle myślimy, jakie kolory ostatecznie wziąć… 😛

 

A na koniec życzę Wam wesołych Świąt! I duuużo zdrowia oraz radości:)))

Ruda koperta

Bluzka z cyklu: „a miało być tak pięknie” 😉 Postanowiłam uszyć kopertówkę bez odcięcia pod biustem, zgodnie z sugestią pewnej Biuściastej;) W trakcie konstrukcji okazało się, że bez jakiegokolwiek cięcia w okolicy talii trudno będzie zgubić prawie 30cm różnicy między biustem a talią w marszczeniach, więc pojawiło się odcięcie w talii, a góra jest mocno zmarszczona przy szwie bocznym, od talii do podbiuścia. Podoba mi się to rozwiązanie.  Tył również zmarszczyłam na odcinku talia-podbiuście, żeby korespondował z przodem. Dekolt ma zakładki, które nie wyszły tak fajnie, jak bym chciała. Spójrzmy prawdzie w oczy – są beznadziejne:P Na pewno z nich zrezygnuję przy okazji szycia kolejnego sampla.

Podsumowując – Rudzielec nie podbił mojego serca. Nie wyszedł tak, jak bym chciała. Ale ma jeden niepodważalny plus – jest ciepły;)

Wiśnia lekko zmarszczona na środku

Ostatnio uszyłam taką oto bluzkę, będącą małą inwersją rudego skunksa;) Przerzuciłam marszczenie idące z cięć w kierunku boków, na środkowy panel. Spłyciłam również dekolt i zakończyłam go na prosto.

Pierwsze wrażenie (a mierzyłam wieczorem, do jakże stylowych spodni dresowych;P) miałam negatywne. Spojrzenie Wojtasa również nie nosiło znamion aprobaty;) Jakoś odnosiłam wrażenie, że jestem wieeeelka. A w szczególności biust wydawał się zdecydowanie większy, niż normalnie. Roboczo nazwijmy to efektem (Upadłej) Madonny z Wielkim Cycem;) Ciekawe, na ile to kwestia marszczeń, cięć, a na ile kwestia mocniej zabudowanego dekoltu, z poziomą linią nad biustem. Stawiam na poziom.
Na zdjęciach o dziwo bluzka wygląda znośnie, może więc to kwestia spodni? 😉

Z plusów – podoba mi się taki kształt dekoltu. No i kolor, lubię wisienki:) Bluzkę uszyłam z dzianiny teoretycznie dresowej (tzn. mającej pętelki od wewnątrz), bardzo ciepłej. Chciałam wypróbować, czy taka dzianina nadaje się na bluzki. Po całym dniu noszenia mogę stwierdzić, że bluzki z niej uszyte są bardzo ciepłe i wygodne – więc egzamin zdaje;)

Z kwestii konstrukcyjnych – poszerzyłam główkę rękawa. Osobiście nie odczuwam różnicy, bo dotychczasowe dla mnie były OK, ale mam nadzieję, że ta zmiana zostanie pozytywnie odebrana przez osoby, dla których dotychczasowe rękawy były za wąskie u góry 🙂

A co Wy sądzicie o tym kroju?

Skunks, przecinek, pasiak ?



Ostatnio wymyśliłam sobie taką dwukolorową sukienkę, wpisującą się w motyw łączenia kolorów w pionie, której poboczną misją miało być podkreślanie krągłości i tuszowanie niedoskonałości;) Stąd odpowiednia linia łączenia kolorów oraz marszczenia przy szwach. Dekolt – pseudo serce, bardzo fajnie wygląda na żywo. Wyszedł mi troszkę za głęboki, myślę, że warto go lekko spłycić. Długo zastanawiałam się również czy nie powtórzyć kolorowego pasa z tyłu, ostatecznie jednak zrezygnowałam z tej opcji. I chyba wyszło dobrze 🙂

Co sądzicie o niej? 🙂

Ps. Data z lewej jest lewa, proszę na nią nie zwracać uwagi:P

Ps2. Czy Wam też ten pasek się kojarzy ze skunksem? 😛

Pojedynczy twist

Generalnie nie jestem zadowolona z efektu. Na brzuchu jest lżej niż poprzednio, ale ciągle z boku robi ciążę;) Wymyśliłam sobie zaszewki na biuście, które teoretycznie miały dobrze dopasować część biustową. Słowo „teoretycznie” to słowo-klucz:P W praktyce wyszło fatalnie – zaszewki wyglądają idiotycznie. Jednak pozostanę przy samym marszczeniu.

W tym kroju pojawia się jeszcze jedna zmiana w stosunku do poprzednich kopertówek – mianowicie podniosłam po łuku środek przodu – tzn. teraz nie jest na równi ze spodem stanika. Nie jestem przekonana, czy był to dobry ruch.

Z pozytywów – podoba mi się asymetryczna część twistowa – imo lekko wysmukla front.

Na dzień dzisiejszy porzucam prace nad twistem, nie przekonuje mnie.

Czerwony Kapturek oversized

 

Miało być lekko przerysowane, wyszło mega przerysowane;)) Kto by pomyślał, że kaptur wyjdzie AŻ TAKI wielki 😛 Na plecach leży fajnie, na głowie już trochę gorzej;) Ale nie zmieniam go, zostaje, jak jest.

Płaszcz jest mocno taliowany, zaś od bioder poszerzany, w celu spotęgowania wrażenia „wąska góra – szeroki dół”. Przyznam szczerze, że bardzo lubię optycznie dodawać sobie kg w biodrach. Takie proporcje sprawiają, że góra wydaje się imo lżejsza.

Mega kaptur jest w pełni zdejmowalny – a to za sprawą zamka rozdzielczego. Wersja bez kaptura nie jest już taka szalona, raczej grzeczna;) Płaszcz zapinany jest pod samą szyję, wręcz pod samą brodę – do szyi przylega stójka, dzięki czemu nie muszę zakładać szalika 🙂 Widzicie guziki? Zakochałam się w nich, są GENIALNE! 😀

Jak na razie płaszcz miałam okazję wypróbować na krótkiej przechadzce i w samochodzie. Jest wygodnie, jestem zadowolona 🙂 Jedyny defekt estetyczny – miejscami niestety szwy ciągną, na razie nie udało mi się tego rozprasować, ale będę jeszcze walczyć;) W szczególności defekt ten widoczny jest na dole płaszcza. Wolałabym też uszyć ten płaszcz w innym kolorze, bo nie jestem przekonana do czerwonego przy moim aktualnym kolorze włosów. Ale taki materiał miałam w szafie już chyba od dwóch lat, więc nieekonomicznym byłoby kupowanie innego;)

Podsumowując najważniejsze – mam płaszcz na zimę! Yeah 😀

Ps. Jak zawsze przepraszam za badziewne zdjęcia. Jak się okazuje, mój cudowny aparat nie radzi sobie również w terenie :]

Twist!

Miałam ochotę na coś zakręconego;) Długo się zastanawiałam, jak to ugryźć, żeby jakoś wyszło tak, jak chcę i po części się udało;) Podoba mi się widok z przodu. Lubię dekolt, który z jednej strony jest głęboki, ale z drugiej nie pokazuje dużo. Twist fajnie maskuje brzuch, ale też… z boku dodaje optycznie kilka cm. Znowu – na ciążę będzie idealna. Co mam z tymi ciążówkami ostatnio? Masakra;)))Aha, pod spodem dodałam jeszcze jedną warstwę dzianiny, żeby nie było widać brzucha (obie części twistowe luźno opadają na brzuchu i jest możliwe, że pokaże się ciałko. A tego zdecydowanie nie chcę;))

Generalnie nie skończyłam prac nad tą bluzką. Planuję zrobić pojedynczy twist – tzn. część spodnia będzie od razu zakrywać cały brzuch, a tylko wierzchnia część będzie przekręcona. O. I tak zrobię! :)))

A Wam jak się podoba?

Ps. Jak zawsze przepraszam za badziewną jakość moich samowyzwolonych zdjęć.

Miał byc nietoperek, wyszła ciążówka

Generalnie efekt ciążowy był w pełni niezamierzony, jakoś tak wyszło;))) Chociaż ten dół ma jeden plus – nieźle maskuje boczki i brzuch.
Rękawki kimonowe, odcięcie pod biustem, szeroki pas idący do talii i zakładki w części biodrowej. Dekolt dośc płytki i szeroki. To tak w skrócie. Myślę, że można by na tej bazie zrobić fajną sukienkę, coś podobnego do ostatniej, którą prezentowałam… Pokombinuję w tym kierunku:) Gruba dzianina i bloki kolorów – to jest myśl… 😉

A Wam jak się podoba ta bluzka z potencjałem dla dwojga? 😛

Coś jakby wino z wody

Czyli szybka przeróbka za dużego żakietu na fajny płaszczyk:) Na szczęście zostało mi wystarczająco materiałów na ten ruch;) W szwach bocznych zrobiłam małe kieszonki. Wyszły na dość dzikiej wysokości, ale nie chciałam robić ich w miejscu łączenia żakietu z dołem. Łączenie oczywiście jest mega widoczne, ale co tam. LUDZIE JA MAM PŁASZCZ! Normalnie nie wierzę 😀 Ostatnio miałam do wyboru kurtkę sportową lub przymały płaszcz skórzany z garbem (wiecie, taki częsty efekt w kupnych ciuchach, jak ma się biust większy niż standard;)) Mawiają, że szewc bez butów chodzi i coś w tym jest. Ale już nie długo – skończyłam wykrój na płaszcz zimowy, będę się „stylyzować” na czerwonego kapturka ;P

Płaszczyk urzeka mnie swoim wnętrzem:))) Podszewka jest przecudna! Tym razem dałam wypustkę po całym obwodzie i wygląda całość bardzo elegancko.
Oczywiście kolor tkaniny zewnętrznej mógłby być bardziej praktyczny (czarny, brązowy, granatowy… byle ciemny), ale narzekać nie będę. Słyszałam też, że mógłby być węższy na dole, ale po raz trzeci przerabiać go chyba nie będę;) Aha, na pewno wymienię guziki na beżowe, te mi nie grają.

Wybaczcie mi chaos w wypowiedzi, padam na twarz. 😛

edit: zmieniłam guziki:)