Patrzcie na co trafiłam:
ten słownik jest po prostu genialny :DDDD Baaardzo mi się przyda :)))) Siedzę i czytam… Super 😀
Patrzcie na co trafiłam:
ten słownik jest po prostu genialny :DDDD Baaardzo mi się przyda :)))) Siedzę i czytam… Super 😀
W tygodniu nie próżnowałam;) Uszyłam w sumie dwie bluzki z dzianiny o pięknym kolorze zwanym sandshell – zakochałam się w niej, jest przecudna! I świetnie będzie pasować cieplakom:)
Na pierwszy ogień bluzka, która podoba mi się zdecydowanie bardziej:) Jest to poprawiona wersja marszczenia na biuście w formie kokardy. Jestem zachwycona! 😀 Niesamowicie mi się podoba. Świetnie podkreśla biust, dekolt jest w niej genialny a całość jest niezwykle lekka. Dobrym pomysłem było zwężenie środkowego paska i inna forma wszycia – teraz szyje się ekspresowo i bezstresowo:) Zmieniłam też kształt dekoltu – głównie zależało mi na zmianie kąta, pod jakim dekolt „wpada” w kokardę – bardziej poziome lepiej się układa.
Uszyłam też trochę inne rękawki – teraz mamy raglanowe, rozszerzane. Są niesamowicie wygodne! I dodają bluzce lekkości.
Pracuję też nad fasonami mniej dopasowanymi w talii. Tutaj dodałam malutkie marszczenie na środku bluzki w miejscu wszycia paska kokardy – dzięki temu talia nie jest tak mocno podkreślona, zaś fałdek nie widać (a mam naplecne, oj mam;))). I super, o to mi chodziło:)
Na razie bluzka zapowiada się świetnie, zobaczymy, jak się sprawdzi w trakcie noszenia:) Dzisiaj miałam ją na sobie i jak na razie jestem nią oczarowana:)
Dla porządku – rozmiar 36oo/ooo, dzianina bawełniana z domieszką elastanu.
Zdjęcia jak zwykle fatalne, wyszły albo za żółte, albo za różowe… Kolor dzianiny to taki ciepły morski piasek. Czysty piasek:P Bez domieszki szarości;)
A Wam jak się podoba? 😀
Tak tak, my tu upały, a trzeba już kombinować kroje na jesień;) Istne szaleństwo, ale skoro trzeba, to trzeba.
Francuzka w wersji jesienno-zimowej, czyli rękawem 3/4 i bez bufek. Uszyta z czekoladowej, bawełnianej dzianiny. Rozmiar 36oo/ooo, czyli mój. Krój dość prosty, jedynym „szaleństwem” jest cięcie francuskie, które zapewnia odpowiednią ilość miejsca w biuście.
Ogólnie ciągle się zastanawiam, czy taka długość rękawów jest OK. Z jednej strony fajnie, bo nie jest dosłowna – ani nie sięga do nadgarstków, ani nie jest to typowy krótki rękawek. Ale z drugiej jest to długość dość dyskusyjna… No nie wiem. W pracy nosiłam podwinięte ponad łokieć (foto nr 1) i było wporzo – lubię takie marszczenia:) A co Wy o tym sądzicie?
Zdecydowanie muszę poprawić dekolt. O mamo, jaki on głęboki! Przesadziłam. U Oli jeszcze jakoś wygląda, ale u mnie widać momentami stanik. Na jesień i zimę taka głębokość jest totalnym nieporozumieniem, więc na pewno dekolt zostanie spłycony o 2-3cm minimum.
Poprzednio było tak, jak u góry – szal uchwycony był na pół i wszyty na całej długości. Układał się względnie fajnie, a nie chciałam robić przy szyi łuków jak przy kołnierzu szalowym – muszę brać poprawkę na ewentualne szyfonowe szale, więc koniecznie chciałam mieć część szalową z jednego prostokąta. Postanowiłam więc w inny sposób wszyć szal i oto powstała wersja po face-liftingu, która podoba mi się o niebo lepiej:)
Szal można układać na różne sposoby. Nad odpowiednim dopasowaniem czuwają dwie haftki, pod biustem i w talii oraz potrójny pasek spaghetti, który można całkowicie wyjąć.
Szal wykończyłam mereżką – dzięki temu wygląda tak samo fajnie z obu stron. Ładnie się układa i jest taki zwiewny, kobiecy. Jestem nim oczarowana, szalenie mi się podoba :))))))
Ogólnie jestem bardzo zadowolona z efektu. Teraz tylko zostało zastanowienie się nad różnymi opcjami kontrastowych szali i do dzieła;)
Ps. Cofam, co napisałam poprzednio o limonce. O dziwo całkiem nieźle w niej wyglądam, jak założę do niej czarne ciuchy, a nie moją spraną, zieloną podomkę. Wojtas skwitował to stwierdzeniem, że co się dziwię, przecież zawsze się mylę 😛
Ps2. Przy okazji – też nosicie bezkształtne podomki? Moja jest totalnie prosta, taki sukienko-wór pokutny;) Wyglądam w niej jak 7 nieszczęść, nie mam talii i bioder, za to mam wielki wór wiszący na piersiach – niczym dorodna beczka piwa. Spokojnie mogłabym schować w niej zaawansowaną ciążę;) Kłóci to się z ciuchami, które normalnie noszę poza domem (przy ciele, podkreślające biust), ale może takie odreagowanie wiecznego podkreślania figury jest potrzebne do zachowania równowagi? 😉
Ostatnio chodzą za mną różne nietypowe konstrukcje. Powiem Wam szczerze, że bardzo lubię łamigłówki i po etapie rozgryzania konstrukcji podstawowej, mam ochotę na coś trudniejszego:) Pora więc zacząć się bawić z nietypowymi cięciami;) Jako pierwsza idzie ta oto bawełniana bluzeczka:
Ta bluzka miała charakter czysto eksperymentalny, więc z tyłu jest kompletnie prosta i nie ma rękawów. Skupmy się na przodzie:)
Moim celem było uzyskanie efektu uchwycenia części biustowej, marszczonej, przez dół bluzki. Udało się:P Z dołu bluzki „wychodzi” pasek, do którego doszyte są panele biustowe, zmarszczone na linii wszycia do paska. Linia cięcia idzie od paska delikatnym łukiem aż do podbiuścia. Wszywanie marszczenia w pasek było istnym horrorem, nie mówmy więc o tym;) Wyszło względnie równo, ale nie mam najmniejszej ochoty na poprawki. Mam pomysł jak to inaczej ugryźć, niestety efektem ubocznym będzie odcięcie paska od części dolnej bluzki, co mnie trochę martwi. Pokombinuję jeszcze, może uda się wszywać marszczenie w inny, mniej wkurzający sposób:)
Całkiem fajnie jeszcze by pasowały tutaj tuby zbierające ramiączka. Z interesujących zalet wyliczyć warto dekolt – przez przypadek wyszedł całkiem nietypowy – niby trójkątny, ale nie do końca. Taki trapezowy;) Wygląda bardzo apetycznie.
Ogólnie jestem bardzo zadowolona z efektu:) A Wam jak się podoba taki przód?
Dzisiaj byliśmy na chrzcinach. Jak przystało na kobietę stwierdziłam w sobotę rano, że w sumie to nie mam co na siebie włożyć;) Chwilę kombinowałam jak małym nakładem pracy zorganizować sobie sukienkę i tak oto powstało to cudo:


I koło w ruchu 🙂
Rozmiar 36oo/ooo, czyli mój:) Sukienka wykonana jest głównie z wiskozy w groszki – zostało mi jeszcze trochę z szycia bluzek do sklepu, starczyło idealnie na sukienkę 😛 A dlaczego głównie? Ano dlatego, że pas oraz tuby uszyłam z czarnej bawełny 🙂 Sukienka ma jeden mega bajer – ma spódnicę z PEŁNEGO koła 😀 Daaawno nie miałam takiej kiecki, układa się po prostu genialnie:)
Zalety:
Wady:
Konstrukcja:
Szycie:
Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tej sukienki. Czuję się w niej bardzo kobieco i elegancko:) No i zakochałam się w kole. Oj tak, świetny bajer:) A Wam jak się podoba?
Ładne zdjęcia by Dominika Pałęcka – dzięki! 🙂 Mniej ładne zdjęcia – by Wojtas – też dzięki! 😛
No to czas na Kasię w stalowej zbroi:P Kasia dumnie prezentuje bluzkę z prądem w rozmiarze 42oo/ooo, w kolorze stalowym – czyli jednym z planowanej czwórki 🙂
W ramach małej zapowiedzi kolejnej notki pokażę Wam również Kasię w limonkowym sweterku (co prawda sweterek o 3 rozmiary za mały, ale jak go nie zapięłyśmy, to dawał radę;)) oraz sweterek na mej sztucznej koleżance, która nie ma za grosz wstydu i świeci stanikiem;))) Nie wiem, czy go Wam pokażę na mnie, bo wyglądam w nim jak zombie:D Totalnie nie mój kolor. A szkoda, bo jest prześliczny. Kasia za to wygląda w nim rewelacyjnie – więc już wiem, kto będzie prezentować kolor limonkowy w sklepie:)
Planuję też trochę zmienić sposób mocowania szala, ale to postaram się zrobić w weekend, dziś już nie mam siły ;)))
Przy okazji dzisiejszego spotkania stwierdziłyśmy z Kasią, że totalnie inne kolory nam pasują – Kasia wygląda świetnie w mocnych, nasyconych, czystych kolorach. A ja – odwrotnie 🙂 Nasycone mogą być, ale nie mogą być czyste – muszą być lekko złamane. To dobra wskazówka – już wiemy, że musimy szykować część kolorów pod Kasię i część pode mnie, żeby mieć co zaoferować zarówno zimnym, jak i ciepłym typom urody:)
Czyli Czarna Kasia w bluzce z prądem w opcji fiołkowej:) Rozmiar 34o/oo, konstrukcja lekko zmodyfikowana względem pierwotnej: bluzka jest dłuższa, dekolt z przodu trochę płytszy, ten z tyłu głębszy, a rękawki trochę krótsze. Imo teraz proporcje są lepsze:) Kasia w tym fiolecie wygląda obłędnie, wczoraj nie mogłam przestać na nią patrzeć;)
Oczywiście zdjęcia wyszły fatalnie, ale czego się spodziewać po moim strasznie fajnym aparacie robiącym zdjęcia przy sztucznym świetle:P
Czyli sukienka na bazie bluzki z prądem. Rozmiar 36oo/ooo, dzianina bawełniana z elastanem. Tym razem w kolorze hot pink tudzież landryny;) Ogólnie sukienka jest fajna, ale niestety bezwzględna. Trzeba do niej zakładać bieliznę jak najmniej wciskającą się w ciało. I nie czarujmy się – ten obcisły dół nie ukryje niczego. Kokardka na majtkach – widać; lekko nabrzmiały brzuch po obiedzie – widać; trochę cellulitu na pośladkach – widać. Wczoraj wieczorem, po zjedzeniu całej pizzy, wyglądałam w niej średnio dobrze:P I przez to boję się, czy taka kiecka w rozmiarze np. 40 ma w ogóle sens?
Przód mega prosty, z tyłu dekolt typu woda. Ta sukienka fajnie wygląda, jak się do niej założy czarny pas:) Z przodu ten pas wygląda jak pas bokserski, więc Wam nie pokażę zdjęć:P Jedynie wrzucam tył, gdzie pas ma normalne proporcje:)
Kolor zabójczy, zdecydowanie nie mój;) Ale wzięłam go z myślą o innych – podoba Wam się? Ciągle się zastanawiam, jaki kolor wziąć na bluzki z wodą – będą czarne, czerwone i… no właśnie:) Podoba Wam się taki hot pink? Mam jeszcze odcień lila, uszyję z niego sampla w rozmiarze 34o/oo.
Co sądzicie o takiej sukience? Chciałybyście mieć ją w swojej szafie? Będzie na pewno bluzka z prądem. Ale czy jest sens robić też taką sukienkę? Liczę na Wasze dobre rady:)
Zobaczcie, co dostaliśmy od Mamy:) Fajna szpulka z rudą nitką, prawda? 🙂 W tle oczywiście groszki🙂