


Oto moja druga sukienka ślubna, szyta z myślą o weselu. Do tańczenia długie sukienki są średnim pomysłem, dlatego też potanowiłam uszyć coś do kolan. Wybór padł na sukienkę z Burdy 6/2010, model 126. Wykonana z białego szyfonu satynowanego (chyba, coś w tym stylu;)), rozmiar 36 odpowiednio powiększony w biuście. Ma w sobie coś z antycznych sukien, może to te marszczenia? Nie wiem:)
Zdjęcia plenerowe autorstwa Adama Jastrzebowskiego🙂
zalety:
- pięknie się układa na ciele
- niesamowicie plastyczna – genialnie wygląda w ruchu
- bardzo wygodna:)
wady:
- trochę za głębokie dekolty z przodu i tyłu – musiałam je skrócić ok. 4cm, żeby nie było widać stanika;)
szycie:
- szyje się paskudnie, ale to problem natury materiałowej;P Tu się naciąga, tam faluje… Brrr…
- dość czasochłonne, niestety. Trzeba bardzo dokładnie czytać instrukcję szycia, bo można się zdziwić;)
- dużo szycia ręcznego, czego tygryski nie lubią w szczególności;)
Mimo ilości pracy (i nerwów), które trzeba włożyć w tę sukienkę, nie żałuję wyboru. Sukienka jest świetna, genialnie leży:) Usłyszałam mnóstwo komplementów, fajna sprawa:)






























