Coś na moje wielkie, greckie wesele;)

Oto moja druga sukienka ślubna, szyta z myślą o weselu.  Do tańczenia długie sukienki są średnim pomysłem, dlatego też potanowiłam uszyć coś do kolan. Wybór padł na sukienkę z Burdy 6/2010, model 126. Wykonana z białego szyfonu satynowanego (chyba, coś w tym stylu;)), rozmiar 36 odpowiednio powiększony w biuście. Ma w sobie coś z antycznych sukien, może to te marszczenia? Nie wiem:)

Zdjęcia plenerowe autorstwa Adama Jastrzebowskiego🙂

zalety:

  • pięknie się układa na ciele
  • niesamowicie plastyczna – genialnie wygląda w ruchu
  • bardzo wygodna:)

wady:

  • trochę za głębokie dekolty z przodu i tyłu – musiałam je skrócić ok. 4cm, żeby nie było widać stanika;)

szycie:

  • szyje się paskudnie, ale to problem natury materiałowej;P Tu się naciąga, tam faluje… Brrr…
  • dość czasochłonne, niestety. Trzeba bardzo dokładnie czytać instrukcję szycia, bo można się zdziwić;)
  • dużo szycia ręcznego, czego tygryski nie lubią w szczególności;)

Mimo ilości pracy (i nerwów), które trzeba włożyć w tę sukienkę, nie żałuję wyboru. Sukienka jest świetna, genialnie leży:) Usłyszałam mnóstwo komplementów, fajna sprawa:)

Tryb chwalipięta ON:)

Chciałam się po prostu pochwalić i wytłumaczyć, dlaczego nie ma nic nowego na blogu;) Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na intensywnym zakuwaniu i klejeniu makiety. Wczoraj przeżyłam jeden z bardziej stresujących dni w moim życiu i zdobyłam oficjalnie trzy tytuły (takie 3in1;P): magister inżynier architekt:D Jestem szalenie szczęśliwa!!!

Przy okazji pochwalę się również moją pierwszą realizacją:) Pod Poznaniem, w gminie Swarzędz, stoją nowe wiaty autobusowe, które zaprojektowałam wraz z koleżanką. Dzisiaj pojechałam zobaczyć je osobiście, wyglądają świetnie! Jestem bardzo z nich duma:) Tak dumna, że aż nie mogę się powstrzymać i muszę, po prostu MUSZĘ, wrzucić zdjęcia:D

Tak wiata prezentuje się od środka:

A tak w pełnej krasie:)

Zdjęcia robione moim cudownym, obrzydliwie amatorskim aparatem, więc ich jakość pomińmy milczeniem;)

 

Poznajcie Edwarda;)

Ignasiek ma już roczek! Z tej okazji dostał od całej rodziny praktyczny prezent;) Stwierdziłam jednak, że tak głupio nic mu nie dać do zabawy i w mojej głowie pojawił się szalony plan uszycia jakiejś przytulanki:) Doświadczenie mam w tej kategorii zerowe, więc wszystko robiłam na czuja. Piertwotnie planowałam uszyć kota, później węża, a skończyło się na jaszczurce:) Wykonana jest z resztek materiałów – od żakietów i innych takich:) Wnętrze również wypełnione resztkami, więc zabawka jest z tych bardzo ekonomicznych;P

Projekt własny – tak jak mi się narysowało i wycięło, tak jest:) Edward ma na brzuszku wyszyte imię właściciela, zaś na grzbiecie ma ozdobny szlaczek. Jest miękki i można go dowolnie zginać. Świetnie sprawdza się również w roli gilgacza – młody szalał ze śmiechu, jak go gilgałam Edwardowym językiem;)) Zabawka została zaakceptowana przez nowego właściciela – ściślej mówiąc, została „zjedzona”:P

 

Ps. Mąż szalenie szczęśliwy, że może pozować z Edwardem, czyż nie? 😀

 

Dwuwarstwowe kółka

Skoro zostaliśmy zaproszeni na wesele, trzeba było uszyć jakąś kieckę;) Wersja końcowa mocno odbiega od tej projektowanej, ale o tym za chwilę. Sukienka rozmiar 36oo, uszyta wg własnej konstrukcji. Dwuwarstwowa. Materiał wierzchni to przezroczysta bawełna w kółka, zaś od strony wewnętrznej jest najnormalniejsza pod słońcem podszewka;)

Pierwotnie sukienka miała być wiązana na szyi. Niestety nie pomyślałam o tym, że takie rozwiązanie wymaga zabudowanego przodu – inaczej materiał na plecach smętnie wisiał i tworzył całkiem zabawny garb. Drugie podejście: dodałam wiązania na plecach, ramiączka były wiązane na supełki. Kokardki + dekolt z przodu okazały się być fatalnym pomysłem, odnosiłam wrażenie, że za dużo tego dobrego;) Ostatecznie zrobiłam zwykłe ramiączka na tyle szerokie, by ukryć ramiączka od stanika. Dodatkowo dołożyłam tasiemki mocujące ramiączka od sukienki do ramiczek od stanika, które dodatkowo jeszcze ciekawie formują dekolt.

Zalety:

  • skromna, ale jednak ma w sobie to „coś”
  • dekolt jest świetny – lubię trójkątne, chyba z wzajemnością:P
  • odpowiednie zabudowanie pod pachą i na plecach – nie widać stanika, co zazwyczał doprowadzało mnie do szału w kupnych sukienkach
  • dwuwarstwowość dodaje jej lekkości
  • specjalne tasiemki, które mocują ramiączka sukienki do ramiączek stanika – widać je na ostatnim zdjęciu. Pogłębiają również i ciekawie kształtują dekolt.

Wady:

  • dekolt mógłby być o jakiś 1cm płytszy, przy tańcu widać brzeg stanika (zawsze robię sobie próbę przed lustrem – niezła zabawa;P). Niestety już z tym nic nie zrobię:/ Ratuję się podciągnięciem części biustowej wyżej – niestety ma to pewien efekt uboczny – odcięcie ląduje na biuście, a nie pod nim.

Konstrukcja:

  • na bazie bluzki
  • odcięcie pod biustem
  • zaszewka piersiowa zamieniona w marszczenie
  • spłycony podkrój pach

Szycie:

  • szyje się szybko i miło:)
  • trochę szycia ręcznego przy zamku, da się znieść;)

 

Kołnierz koszulowy – cięty w całości ze stójką

W dzisiejszej notce pokażę jak uszyć ostatni typ kołnierza koszulowego: ciętego wraz ze stójką.

1. Na początek podklejamy jedną (lub dwie, zależy jaki poziom sztywności chcemy uzyskać) część flizeliną. Układamy na sobie obie części prawą stroną do środka, spinamy.

2. Rozpoczynamy i zakańczamy szycie w takiej odległości od szycia, jakiej szerokości zapasy zostawiamy (u mnie 7mm). Jeśli mamy odrysowaną linię szycia, to MUSIMY skończyć tam, gdzie się kończy linia.

3. Nacinamy wszelkie rogi po skosie, zaś zapasy idące po łuku nacinamy dość gęsto aż do szwu.

4. Wywracamy na prawą stronę, prasujemy. Można też sfastrygować i zostawić sobie prasowanie na potem. Przypinamy kołnierz dolną stroną do prawej strony podkroju szyi. Uważamy, by punkty montażowe się pokryły (punkt barkowy oraz środek tyłu). Warto też zostawić 1-2mm luzu przy zakończeniu stójki (będzie łatwiej podwinąć zapas).

5. Szyjemy. Zaczynamy i kończymy dokładnie tm, gdzie zakończone zostało zszywanie obu części kołnierza – punkt zielony (dlatego należy zostawić taki zapas, jaki dodajemy do szwów).

6. Obcinamy nadmiar zapasu, zostawiamy ok 2mm.

7. Podwijamy zapas wierzchniej części kołnierza do środka, spinamy prostopadle szpilkami.

8. Szyjemy ostrożnie na zewnętrznej stronie kołnierza. Igła się nie złamie, ponieważ szpilki zostały wbite prostopadle do linii szycia.

9. Kołnierz jest gotowy. Jeśli chcemy, możemy go zaprasować na linii złamania.

W tej bluzce kołnierz będzie cały czas leżeć, więc go nie zaprasowałam w miejscu złamania. Gotowy wygląda tak:

Romantyczna łączka

Czyli wspomnienie ślubnego wianka;P Przez ostatnie kilka dni intensywnie myślałam nad poprawieniem konstrukcji, szukałam błędów we wzorach, poprawiałam dane, porównywałam różne wymiary i oto przedstawiam pierwszą koszulę uszytą wg. najnowszej konstrukcji:) Niestety trochę mi przybyło kg, co zaowocowało przerzuceniem się na rozmiar 36. Prezentowana bluzka wykonana jest z delikatnej, miłej w dotyku bawełny. Rozmiar 36oo. Niestety w biuście na styk, planuję uszyć sobie większą i porównać:)

Zalety:

  • delikatna, zwiewna… w sam raz na wiosnę i lato:) Trochę w prowansalskich klimatach;)
  • idealna długość, nie widać nerek:)
  • nie robiłam dziurek do końca listwy – nigdy nie chodze zapięta pod szyję, więc po co;)

Wady:

  • minimalnie za mała. Efekt: ciągnie rękawy do przodu (widać na zdjęciu z boku) oraz przód jest krótszy od tyłu:P Nie mam pojęcia dlaczego uszyłam sobie koszulę na 91 w biuście, skoro mam 96-98? Hmm… 😛
  • wolałabym niebieskie/zielone guziki. Niestety na razie dysponuję tylko białymi, czarnymi i szarymi:)

Konstrukcja:

  • zmieniona baaardzo mocno;)
  • poszerzyłam plecy i pachy w celu zwiększenia komfortu użytkowania
  • szersze rękawy
  • inne rozłożenie zaszewek
  • zaszewka piersiowa przeniesiona na szew boczny
  • zmieniłam lokalizację wierzchołka piersi
  • zwiększyłam obwód szyi – teraz mogę oddychać swobodnie w zapiętej koszuli:)
  • kołnierz cięty razem ze stójką
  • rękawy zwykłe, krótkie
  • konstrukcja się jeszcze trochę zmieni: chcę przesunąć minimalnie pachy w kierunku pleców i dodać większy zapas z przodu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie:P

Szycie:

  • szyje się łatwo, szybko i przyjemnie:)
  • kołnierz pojawi się niebawem jako bohater notki: pokażę, jak się szyje ostatni typ kołnierzy koszulowych: takich ciętych ze stójką:)

 

Zapowiedź ślubna;)

Na razie posiadam tylko część zdjęć, więc dokładne notki wraz ze szczegółowym opisem sukienek pojawią się później. Dziś będzie tak zwany przedsmak notek docelowych;)

Na ceremonię zaślubin uszyłam sobie długą suknię z kwadratowym dekoltem. Odcinaną pod biustem i dopasowaną w talii. Do tego miałam wianek (zawsze chciałam go mieć do ślubu, więc miałam:)) i koszyk z kwiatów – dzieło genialnej pani florystki:) Casłość utrzymana miała być w stylu romantycznym i chyba się udało. Szanowny małżonek oraz świadkowie dostali kwiatki do butonierki:)

Zaś na wesele uszyłam sobie wygodniejszą kieckę:) Jestem z niej szalenie zadowolona: tak plastycznej i pięknie wyglądającej w tańcu sukienki chyba nigdy nie miałam:)

A teraz zagdka: obie sukienki uszyłam na bazie wykrojów z Burdy. Kto wie o jakie modele chodzi? 😀

Mhroczny szyfonik

Wreszcie! Myślałam, że już nigdy nie uda mi się zrobić jej zdjęć;) Oto pierwsza sukienka uszyta w nowym domu, na nowej maszynie:D Niestety nie mam już zielonej ściany do zdjęć, a ta sprawia, że wyglądam na trupio-bladą;) Wybaczcie brak twarzy, ale wyszłam fatalnie.

Sukienka z Burdy 6/2010, model 126, rozmiar 36, z kilkoma zmianami: powiększyłam mocno część biustową, zrezygnowałam z marszczonego pasa (ale to niechcący;)) i uszyłam spódnicę z półkola, zamiast tej proponowanej w Burdzie. Materiał: czary szyfon satynowany, bardzo niechętny do współpracy.

Zalety:

  • ładnie opływa sylwetkę – polecam wszystkim ten model! Świetnie się prezentuje:)
  • bardzo mi się podoba góra i to, jaki mam w niej dekolt – niby głęboki, ale nie wulgarny
  • duży plus za wycięcie z tyłu
  • odcięcie w talii – pierwszy raz mam taką kiecę i szalenie mi się podoba:)
  • te „cosie” na ramionach – fajnie wyglądają na żywo
  • spódnica tańczy razem ze mną, co wygląda genialnie, ale ma niestety swoje minusy…

Wady:

  • przy mocnym kręceniu/tańczeniu widać mi 4 litery, więc muszę się pilnować;)
  • muszę uważać, żeby mi stanik nie wystawał;)
  • ze względu na materiał, muszę starannie dobierać bieliznę – jakiekolwiek wrzynanie się w ciałko jest mocno podkreślone, niestety. Na szczęście dostałam od mamy gatki bezszwowe, więc nic nie widać:D
  • trochę się marszczy materiał w pasie, ale to z mojej winy. Nie mam pojcia jak to zrobiłam (serio:P) ale przygotowałam wykrój o 2cm za długi. Niestety poprawienie tego wiąże się z pruciem sporej ilości szwów, więc zostanie tak, jak jest. Cały czas się zastanawiam jak to się stało:P
  • uwaga na wykrój!!! Ten pas pod biustem jest strasznie wąski! Dla mnie był za wąski i musiałam go poszerzać – jeśli ktoś chce sobie uszyć ten model, to radzę zmierzyć ile cm wypada w danym modelu pod biustem – mi brakowało chyba 4cm, więc sporo

Szycie:

  • dramat. Przede wszystkim przez materiał: fatalnie się kroi, przesuwa się, ciężko się rysuje na nim linie… Podczas szycia wcale nie jest przyjemniej. Jednak nie ma to jak poczciwa bawełenka czy len;)
  • opis z Burdy jest mało logiczny jak dla mnie. Osobiście uszyłabym to inaczej;)
  • niestety marszczony pas kazali skroić ze skosu – ten materiał się ciągnie w tym kierunku i dostawałam śliczną budę ciążową zamiast ładnej dekoracji. Zrezygnowałam więc z tego elementu
  • szyjąc spódnicę z półkola/koła/ze skosu pamiętajcie, że się wyciągnie i podwijać należy ją po kilku dniach, jak się „odwiesi”. Oczywiście zapomniałm o tym szczególe i wczoraj poprawiałam dół spódnicy;)
  • ogólnie wrażenia ze współpracy z tym materiałem mam fatalne, a jeszcze dwie sukienki przede mną… 😛

No to szyjemy!

Dyplom skończony, mogę więc zasiąść do maszyny:) Wyjęłam mój cudowny sprzęt z kartonu i położyłam na stole, pod oknem:

Planowałam uszyć na sobotę sukienkę. Oczywiście nie zdążyłam, bo po pierwsze, szyję z szyfonu satynowanego (co za ustrojstwo! Ciągle się przesuwa, rozciąga, beznadziejnie się po tym rysuje… Jednym słowem – masakra.), a po drugie – zanim rozpoczęłam szycie, musiałam sobie poukładać wszystkie przybory krawieckie w pudełeczku i przeczytać całą instrukcję do maszyny:) Sukienki więc na razie nie pokażę. Melduję jednak, że skończyły się nudy na blogu, bo znowu biorę się za szycie! W planach są trzy sukienki z czego dwie ślubne;) oraz dopracowanie konstrukcji bluzki do perfekcji. Zapowiada się pracowite lato:D Już się nie mogę doczekać! :)))

Ps. Nie szyjcie z satyny ani podobnych materiałów, jeśli nie musicie. Bardzo irytujące ustrojstwo;)

Na nową drogę (s)zycia :D

Dziś nie będzie żadnego ciucha, za to pochwalę się moją nowiutką maszyną do szycia! Zgodnie z obietnicą, dostałam od rodziców w posagu nowiutką Elnę:) Wczoraj kupiłyśmy jeszcze materiał na suknię ślubną – mam 10 metrów białego szyfonu jedwabnego: miękki, lejący się – będzie się ślicznie układać i pioruńsko szyć;) Kupiłam sobie jeszcze 4m identycznego czarnego, na uszycie próbnej kiecki:) Ale miało być o maszynie… 😉

Wybrałyśmy się z mamą wczoraj do sklepu. Planowałyśmy kupić identyczną jak ta, na której szyłam dotychczas w domu rodzinnym – czyli Elnę 3210. Na półce obok stała jednak inna maszyna, w super promocji;) Różnica w cenie była nieznaczna, czego nie możn powiedzieć o różnicy w dostępnych funkacjach. Na początku podchodziłyśmy z lekkim sceptycyzmem – wszak była to maszyna elektroniczna, a różne stereotypy o takowych krążą. Pan jednak skutecznie rozwiał nasze wątpliwości, sam serwisuje maszyny, więc ma rozeznanie jak często się psują i CO się w nich psuje. Stwierdziłyśmy, że maszyna wygląda zachęcająco i pan zaczął nam pokazywać jej możliwości. Powiem krótko – byłam i nadal jestem – w gigantycznym szoku. Ta maszyna ma wszystko, czego mi brakowało w dotychczasowej Elnie:

  • automatyczne zapamiętywanie długości i szerokości ściegu (nie trzeba przestawiać za każdym razem, jak się zmienia ścieg i ciągle szukać w instrukcji, jakie parametry są zalecane)
  • dwie pionowe pozycje igły – nie muszę ręcznie ustawiać pokrętła w odpowiedniej pozycji do nawlekania czy ucinania nitki
  • zakańczanie ściegu w miejscu (fajny bajer, na pewno będę korzystać)
  • różne typy dziurek – wyglądają bardzo estetycznie:)
  • fajne ściegi do haftowania – młody będzie miał coś nowego:D
  • bardzo wąskie i długie ramię do podwijania rękawów itp.
  • mocne ścięcie obudowy nad igłą – lepiej widać pole pracy
  • automatycnza zmiana prędkości szycia, niezależna od mocy duszenia pedała (przy okazji – jaki ten pedał malutki!)

Najbardziej urzekło mnie automatyczne ustawianie długości i szerokości ściegów – w poprzedniej Elnie musiałam wszystko przestawiać sama, więc trochę się nakręciłam tymi pokrętłami;)

Drogie Panie (a może i Panowie;)) oto i moja nowa maszyna, Elna 5100!:

Jestem szalenie szczęśliwa, maszyna zapowiada się genialnie:D Już nie mogę się doczekać pierwszego szycia:D Zakupiłam podstawowe pomoce krawieckie, kolejne zakupy jeszcze czekają – kącik krawiecki czeka na realizację:)

Na razie, niestety, maszyna leży schowana w szafie i czeka, aż skończę robić projekt dyplomowy. Zostały mi jeszcze 2 tygodnie całych dni spędzonych przed komputerem… Suuuuper:P A maszyna leży i się kurzy:P

Ps. Wspominałam, że mam cudownych rodziców? 😀 Taaaaaki genialny prezent od nich dostałam! 😀

 

 

 

———————————————————————————————-

zdjęcie maszyny pochodzi ze strony: http://smcosturaebordado.com.br/images/Elna-5100.jpg