Aktualnie odczuwam wielki niedobór ciuchów na część dolną;)), w których mogłabym chodzić. Dotychczas miałam aż jedne spodnie ciążowe i jedną długą spódnicę. I to by było na tyle z codzienniaków (nie liczę domowych spodni i sportowych spodenek, które sobie uszyłam jakiś czas temu – do sportu są OK, ale na wyjście się nie nadają;)))
Przyszły upały a wraz z nimi wielka potrzeba zorganizowania sobie czegoś krótszego. Czasu przed wyjściem do znajomych miałam mało, więc postanowiłam uszyć szybką kieckę;)
W szafie miałam jeszcze resztkę delikatnej tkaniny bawełnianej – idealna;) Stwierdziłam, że nie bawię się w żadne wykrawanie, po prostu „jakoś” sobie ułożę materiał. A kształt materiału był całkiem zabawny – jakieś 1,5m prostokąt, a potem fragment resztek po wycinaniu.
Materiał zostawiłam złożony na pół, obrzuciłam brzegi, zszyłam na wysokości końca prostokątnej części – „ogon” z resztek wywinęłam na drugą stronę. Następnie poszłam do lustra, ułożyłam spódnicę na takiej długości, jaką chciałam, przypięłam grubą gumę od środka i zrobiłam zakładki z wystającego „ogona”. Sam „ogon” mogę sobie zostawić luzem, albo zrobić z niego supły (i tak teraz mam).
Na razie kiecka się sprawdza, jest przewiewna i przez brak pasa ciążowego nie grzeje mi dodatkowo brzucha (co mnie bardzo irytuje w większości ciuchów z pasami – jak w nich gorąco!).
Jej wielką zaletą jest również czasochłonność – zajęła mi jakieś 30 minut;)
Jedyne, z czego nie jestem zadowolona, to proporcje. Ale to generalnie tyczy się wszystkich dołów ciążowych – przez to, że muszą iść pod brzuchem, kreują nie najlepsze proporcje dla mojej sylwetki. Jednak połowa odległości między biodrami i talią w moim przypadku sprawdza się najlepiej. „Łonówki” niezbyt. Ale co zrobić, mój ulubiony spódnicowo-spodniowy stan jest aktualnie nieosiągalny;)
Teraz jakoś muszę się zmobilizować i uszyć sobie krótkie spodenki 😉 Zważywszy na moją generalną niechęć do szycia spodni (bleeee, nie znoszę:((( ), ciekawe, ile czasu będę się zbierać 😉



