Frankensteinowy fail

Kombinowałam trochę z konstrukcją ubrań szytych z tkanin. Testowałam nową konstrukcję, różne detale, a także tkaninę – wiecie, taki próbny fankenstein – chciałam jak najwięcej sprawdzić na jednym ciuchu. Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania – wyszło wybitnie tragicznie. Tylko tego miodowego lnu żal… 😉 Ale w sumie też dobrze, że akurat z niego szyłam – okazał się być masakrycznie drapiący. A mam dość wysoki próg tolerancji na drapanie, więc pewnie większość osób by w tym lnie nie wytrzymała minuty;)

Krój mocno zmienia mi proporcje, czuję się, jakbym miała giga biust zawieszony kilka cm nad talią. Do tego biodra wydają się węższe, niż w rzeczywistości. A biodra to ja akurat wolę sobie poszerzać, żeby wyrównać dużo większy niż standardowo biust.

Co tu dużo mówić, nie jestem zadowolona, koszulę założyłam tylko do sesji i leży (straszy;)) w szafie. Planuję ją trochę przerobić. Zobaczymy, czy wyjdzie z tego coś do noszenia, czy też dalej będzie straszyć w szafie;)

Dodaj komentarz