


fot. Dominika Pałęcka / Zakłada Kreatywny
Szewc bez butów chodzi, a Ula nie ma płaszcza na zimę;) Wreszcie usiadłam i mam swoje buty. Nie będę już straszyć ludzi moją wielką sportową kurtką. Przewygodną i w ogóle bardzo praktyczną, no ale jednak mało kobiecą. Płaszcz powstawał w bólach, wciskany w plany szyciowe między różne ważniejsze projekty. Zależało mi na tym, by zdążyć przed mrozami. No, +- się udało.
Płaszcz z flauszu, żaden szał, ale nie chciałam szyć z super drogiego materiału jeśli nie wiem, czy będę zadowolona z ostatecznego efektu. Konstrukcja płaszcza to nówka-sztuka (więc automatycznie wielka niewiadoma), jestem z niej zadowolona:) Jedyne, co wymaga poprawy, to kołnierz – jest za mało rozłożony, przez co ciężko się go układa. Jak się zmobilizuję, to go zmienię;) Na razie skutecznie zniechęca mnie wizja prucia. Podszewka czarna w białe groszki. Za podszewkę robi zwykłe płótno bawełniane. Mało popularne rozwiązanie, ale o dziwo całkiem nieźle się spisuje.
Krój: podwójne cięcie przez biust – jedno pionowe i jedno francuskie. Kieszonki nakładane (i średnio ładnie uszyte, widać kawałek podszewki:/ wstyd, wstyd, wstyd). Rękawy zwykłe, z poduszkami. Długość do kolana. Płaszcz zapinany pod samą szyję – ma być praktycznie. Ładny, taki wiecie, z głębokim dekoltem i wykładanym kołnierzem, uszyję sobie w drugiej kolejności;) Guziki na razie czerwone, bo tylko takie miałam w domu w odpowiedniej ilości i wielkości. A przez święta – wiadomo – ciężko znaleźć otwartą pasmanterię, która nie ma wolnego lub inwentury;) Docelowo przyszyję czarne guziki.
Info porządkowe – rozmiar 38ooo.
Generalnie jestem bardzo zadowolona. Płaszcz układa się rewelacyjnie (nie licząc kołnierza;)) i jest bardzo wygodny.