



fot. Dominika Pałęcka
Jak wiadomo, wszystko przemija, dotyczy to również macierzyńskiego. A koniec macierzyńskiego oznacza powrót do etatowej pracy i konieczność wyciągnięcia z czeluści szafy (lub uszycia;)) bardziej formalnych ciuchów. Na szczęście w moim zawodzie nie musimy chodzić w wersji do bólu formal (garsonki to nie moja bajka), ale jednak wypada ubrać się ciut bardziej formalnie, niż do zabaw z dzieckiem. Postanowiłam więc uszyć sobie dzianinowy żakiet, bo cenię dzianinę za wygodę i ciepełko:)
Żakiet ma pionowe cięcia, które przechodzą lekko w kieszonki z marszczeniami. Część wierzchnia wykonana jest z mega pozytywnej grubej dzianiny w kolorze cytrusów, a podszewka – standardowo – z cienkiej szarej dzianiny. Oczywiście w trakcie szycia popełniłam błąd straszny i nieodwracalny – górną dziurkę wydziergałam za nisko. Nie wiem, jak to się stało, ale pomyliłam się o dobre 3cm i przez to wersja zapięta nie wygląda tak, jak powinna… 😦 Na szczęście głównie chodzę w rozpiętym żakiecie, więc nie rzuca się to za bardzo w oczy. Pierwotnie żakiet był zapinany tylko na jeden guzik, ostatecznie dodałam drugi na wysokości brzucha i w sumie żałuję. W wersji jednoguzikowej (bo taki też uszyłam) wygląda o niebo zgrabniej.
Pomimo kilku zonków w trakcie szycia, całość wyszła bardzo wygodnie:) I ten kolor… No dobra, kolor ratuje wszystko 😀 Testy terenowe wypadły nad wyraz pozytywnie. W sumie jestem na TAK 🙂
Ps. A pod spodem Kopertówka w kolorze czarne wino. 🙂 Uzupełniłam też zapasy bluzkowe 🙂