
Rok 2016 zapowiada się intensywnie pod kątem 30stek. W sobotę imprezę urodzinową robiła kumpela, która niedawno urodziła drugiego syna. Zgodnie z życzeniem Kaśki obowiązującym strojem galowym były dresy. Miało być wygodnie i niezobowiązująco. I tu zonk – nie mam sensownego dresika;) Na szczęście z odsieczą przybyły maszyny i wykrój na pantaloty, który czekał sobie grzecznie na skrojenie. Model mega łatwy, szycie i krojenie zajęło mi… dosłownie 30 minut;) Spodziewałam się efektu wielkiego tyłka i miejsca na pieluchę. Ani trochę się nie zawiodłam:P
Miało być wygodnie i z przymrużeniem oka. Myślę, że się udało:P A o dziwo okazało się, że spodnie, szyte z myślą tylko o tym jednym wyjściu, okazały się tak wygodne, że awansowały do domowych top10;)




