Chciałoby się rzec – a miało być tak pięknie;) Spódnicę konstruowałam na bazie tej książki. Bardzo mnie zaintrygowała wielkość dodatku na obwodzie bioder i talii, ale pomyślałam, że pewnie przytyję, więc taka przyszłościowa kiecka ma sens. Jak się okazało, chyba źle myślałam:P Z resztą powinnam była sugerować się dotychczasowymi zmianami – w biuście i talii +10cm, a biodra bez zmian. No trudno. Spódnica wisi, w talii też jest za szeroka, a dzianina dodatkowo się rozciąga, więc cała kiecka leci. Góra spódnicy powinna być w talii, a na zdjęciach pięknie widać, że tak nie jest… No i biodra spódnicy zdecydowanie nie pokrywają się z moimi biodrami;) Efekt uboczny – długość. Miała być krótsza, a wyszła przez to zsuwanie do kolan.
Przez to, że jest za duża (albo przez to, że brzuch już całkiem sporo odstaje mi od ud), nie układa się tak, jak powinna. Tworzy się brzydki worek, a miały być takie skośne zakładki. Myślę jeszcze nad zaprasowaniem i podszyciem częściowym tych zakładek, może to coś pomoże. Zobaczymy;) Z tyłu kontrafałda, żeby wygodniej się chodziło. To przynajmniej mi wyszło:P
Na razie tylko jedna spódnica – wczorajszy dzień spędziliśmy u moich rodziców, więc nie miałam czasu na uszycie drugiej kiecki:)
Dobra, pora na zdjęcia – jak macie słabą psychikę, to lepiej sobie odpuśćcie oglądanie;P



