Jak stworzyłam Czerwonego Kapturka

Jak odbierałam Piotra z przedszkola w dniu, kiedy piekli szarlotkę, Pani z przedszkola zapytała, czy znam kogoś, kto umie szyć:P Dostałam misję z gwiazdką – dwie lalki nie miały ubrań i trzeba było coś im zorganizować. Nie cierpię takiego babrania w małych ciuszkach, ale co zrobić… Nie odmówię;) Wzięłam więc dwie laleczki i wiedziałam, co będę robić w weekend.

Pierwsza laleczka stała się Czerwonym Kapturkiem. Nie przypadkowo – Piotrek ostatnio ma fazę na tę opowieść i codziennie każe sobie czytać do snu.

Strój kroiłam i szyłam na czuja. Co jest dość skomplikowanym procesem, biorąc poprawkę na wielkość lalki. Na szczęście wyszło całkiem spoko, tylko rękawy musiałam poprawiać, bo nie leżały dobrze. Pelerynka ma ukryte szwy, więc od lewej strony nie widać zapasu. Kapturek przy głowie ozdobiony jest ściegiem dekoracyjnym i – zgodnie z zasadą złośliwości rzeczy martwych – nitka z bębenka skończyła się akurat pod koniec ściegu… Aaaaaa… oczywiście, wiem, mogłam to sprawdzić wcześniej, ale nie sprawdziłam;)

Sukienka odcięta jest w talii i ma szczypanki dopasowujące do linii talii oraz wiązanie na ozdobną kokardę. Z tyłu zapięcie na małe guziczki. Spódnica jest suto marszczona, a do kompletu uszyłam jeszcze opaskę. Poznajecie materiał? 😉

Oprócz tego kompletu uszyłam jeszcze drugi, zdjęcia są na komórce, kiedyś je zgram i wrzucę… Jak oddałam dwie laleczki, to dostałam trzecią, na deser;P O nieee…. ;P

Czas wykonania takiego stroju jest zabójczy. Dwa komplety szyłam przez dwa wieczory. Prawdę mówiąc takie maleństwa są zdecydowanie bardziej czasochłonne, niż pełnowymiarowe damskie ubrania.

Fartuszek dla przedszkolaka

Odbieram Piotra z przedszkola i słyszę – dzieci jutro będą piec szarlotkę, proszę przynieść 2 jabłka i fartuszek dla syna. Hmm… Nie mamy fartuszka… To już wiem, co będę robić w nocy;)

Fartuszek uszyłam z tkaniny bawełnianej w pandzie (a jakże;P), którą kupiłam już jakiś czas temu. Fartuszek kroiłam na oko i szyłam na czuja. Wyszło zaskakująco dobrze, jestem bardzo zadowolona z efektu. A Piotrek jest zachwycony:)

Pszczółka

Pszczółka z 3mc panną

i 3,5 latkiem:)

Fota z trasy:) Młoda już śpi.

I na płasko:

Na koniec jeszcze zbliżenie na pszczółkę i jej futerkowe pręgi:

 

Pamiętacie biedronkę? 🙂 Ola ma swoją pszczółkę, którą z wielką radością Wam dzisiaj pokażę.

Sweter dla mnie uszyłam w rozmiarze 40ooo z grubej melanżowej dresówki. Krój prosty, z cięciem pionowym. Wysoka stójka-kołnierz (ultracieplutko!). Zapięcie na wielkie zatrzaski, kończy się w talii (dalej pojawia się węzeł od chusty i sama chusta, więc i tak dopasowanie czegokolwiek w tym miejscu mija się z celem). Rękawy z grubym ściągaczem. Nieplanowanym;) Ale musiał się pojawić – po pierwszym praniu swetrówka mocno się skurczyła na długości, przez co rękawy zrobiły się absurdalnie krótkie. Kieszenie naszywane.

Pszczółka dla Oli to 3warstwowy zwierz – od strony Oli ciałka jest gruba czarna dresówka, od zewnątrz czarna dresówka+mega żółte futerko, a pomiędzy tymi dwoma warstwami dałam grubą czarną swetrówkę. Pszczółka jest bardzo ciepła. I dobrze – tak musi być, zważywszy na fakt, że dziecku nie zakładam żadnych dodatkowych kurtek czy kombinezonów. Kapturek również 3warstwowy, z czułkami i z troczkami.

Pszczółkę konstruowałam sama, na czuja. Nie jest więc idealnie. Przede wszystkim zrobiłam ją ciut za dużą – jak widać na jednym zdjęciu, spokojnie zmieszczę do niej Piotrusia (btw młody miał niezłą frajdę, jak mógł być pszczółką;)). Miejsce wszycia gumy z kapturkiem powinno być trochę wyżej, teraz widać za dużo chusty. Kiedyś, w mitycznej wolnej chwili;) planuję to poprawić. Więcej błędów na razie nie widzę.

Szycie przebiegło zaskakująco sprawnie. Wykrawanie było dość czasochłonne, ale udało mi się wyrobić w jeden wieczór jak młoda spała. Z szyciem nie było już tak dobrze, musiałam szyć na raty. Jako koszmar wspominam krojenie i szycie żółtego futerka. Ugh. To ustrojstwo było dosłownie wszędzie, niesamowicie mocno się kłaczyło. Po krojeniu musiałam odkurzyć cały pokój, a po szyciu cały stół, podłogę i wszystkie maszyny. Samą pszczółkę odkłaczałam rolką ze specjalną taśmą. Zużyłam chyba pół rolki… Nigdy więcej!

Generalnie jestem bardzo zadowolona z pszczółki, jest wygodna i cieplutka:) Muszę tylko poprawić miejsce wszycia gumy i będzie już idealnie:)

A tak jeszcze w temacie pobocznym – jeśli nigdy nie próbowałyście noszenia dzieci w chuście, to gorąco polecam! Jest to genialny sposób nie tylko na pokonywanie pieszych wędrówek, ale także jako forma bliskości. I szybkiego uspokajania i usypiania:)

Projekt KURA

17.10 Piotruś skończył 2 latka. Z tej okazji dostał swoje duże łóżko:) Aby zachęcić Piotrusia do samodzielnego spania, ikeowa kura zmieniła się nie do poznania… 😉

Z przodu łóżko przypomina teatrzyk dla lalek: pseudo kurtyna, tiulowe ściany…

z boku czarny panel, pod którym kryją się…

okienka. Było z nimi mnóstwo roboty, ale dla tego efektu było warto:) Piotrek uwielbia przez nie wyglądać.

Od strony łóżka okienka mają okiennice.

Cały frontowy panel można zsunąć na bok, jeśli jest taka potrzeba.

Boczną ścianę udekorowała ciocia Joanna. Uszyła Piotrusiowi uroczego potworka, który tak na prawdę jest wielką kieszenią. Zjada głównie samochodziki i… owieczki, które normalnie są schowane w kieszeni „owieczkowej”. Warto zwrócić uwagę również na trampki potworka – sznurówki są jak najbardziej przystosowane do nauki samodzielnego wiązania butów:) U góry jeszcze jedna kieszeń z chmurką, w której kryje się przytulankowe słońce i księżyc – również szyte przez Asię.

Z prawej strony potworka znajduje się również zamek.

I na koniec wielki wąż od cioci Kasi z Ludzikowych Robótek🙂 Wąż jest mięciutki i idealnie izoluje od ściany:)

Nowe łóżko wraz z bajerami baaaaaaaardzo przypadło Piotrusiowi do gustu:)

Na koniec napiszę tylko, że bardzo cieszą mnie tego typu ręcznie robione prezenty dla dzieci.

Kolejna Biedronka w Polsce

I zdjęcia „techniczne”:

Hyhy :))) Z dumą przeogromną prezentuję efekt wczorajszego, nocnego szycia 😀 Bardzo brakowało mi czegoś do narzucenia na nas, jak chodzę z Piotrusiem w chuście, na plecach. Uszyłam więc;) Sweter dla dwojga musi być ciepły i praktyczny, postanowiłam więc przerobić bardzo ciepły wełniany sweter, który mam od zeszłego roku. Biedronę szyłam „na oko”, model spał smacznie w pokoju obok, nie wyszło więc idealnie. Ale generalnie jest wielkościowo w miarę OK, z efektu końcowego jestem mega zadowolona 😀

Część biedronkowa uszyta jest z grubej dzianiny dresowej (część czerwona), a od środka, za podszewkę robi gruba swetrówka. Jest cieeepło. I o to chodziło:) Kapturek uszyłam tak samo-tzn. z dresówki i swetrówki. Panel z przodu buzi, pseudo-golf, uszyłam z czerwonej dresówki. Kropki (bo biedronka ma kropek siedem, a jak;)) zrobiłam z czarnej dzianiny, a czułki z resztek swetrówki. Kapturek ma wszyte troczki, można więc zaciągnąć je, jak pogoda nie jest najlepsza. U góry biedrony dałam grubą gumę, opatula ładnie dziecko, nic nie odstaje.

Testy terenowe dziś rano zostały zaliczone, jest suuuuper 😀

 

edit: dorzucam jeszcze zdjęcia z dzisiejszego powrotu ze żłobka.

Matka szybciutko przed wyjściem doszyła pasującą czerwoną kominiarkę. Biedronka ze smokiem nieco się gryzła;)

Proszę nie zwracać uwagi na buty, droga do żłobka jest na serio wymagająca, pola, błoto i te sprawy;) Z drugiej strony ponoć buty biegowe są teraz szalenie modne, więc możemy przyjąć, że to celowy dodatek do „stylówki”;)

 

Czerwony garbus, filc, takie tam gadżety

Popełniłam jakiś czas temu torebkę dla Joanny. Torebka zrealizowana wg jej pomysłu. Nie mam doświadczenia z szyciem z filcu, można powiedzieć, że uczyłam się na tej torebce;) Już wiemy, co musimy poprawić, żeby kolejna torebka wyszła idealnie.

Uszyłyśmy też pokrowiec z filcu na laptopa. W trakcie szycia okazało się, że mamy jednak za mało filcu i musimy kombinować. Stąd pomysł dodania filcu w innym kolorze, który przy okazji robi za zapięcie. A z resztek powstało drugie etui na telefon Joanny.

pokrowiec1

pokrowiec4

pokrowiec2

pokrowiec3

Do uszycia została nam jeszcze jedna torebka. To co Aśka, kiedy szyjemy? 😛

Etui Joanny

Od jakiegoś czasu szyję rzeczy – jak dla mnie – bardzo nietypowe. I nie ukrywam, że sprawia mi to frajdę 😀 I wreszcie wykorzystuję różne dziwne funkcje, jakie ma moja maszyna! Yeah 🙂

Dziś chciałabym Wam pokazać etui na smartfona Joanny 🙂 Ja tam jestem telefonowym neandertalem i twardo korzystam z mojej prawie nastoletniej Nokii, której żadna ryska nie groźna, ale nowe WOW-fony wymagają stosownej oprawy, aby dotykowe szkiełko się nie porysowało:) Wszystkie detale uzgadniałyśmy sobie na bieżąco, Asia bawiła się z Piotrusiem, a ja robiłam za operatora maszyny. I nożyczek;)

Etui uszyłyśmy z szarego filcu średniej grubości. Motywy dekoracyjne – serduszka i imię – oraz ścieg podstawowy zrobiłyśmy w kolorze czerwonym. W środku schowany jest specjalny pasek z filcu zakończony sercem (które czasami sprawia wrażenie, jakby zdecydowanie było czymś innym…;)), który służy do wysuwania telefonu z etui (zdjęcia wysuwanego telefonu na razie brak, być może kiedyś dostanę je od Asi).

Na koniec chciałabym napisać, że uszycie takiego etui to kwestia kilkunastu minut, ale… skłamałabym;) Prawda jest taka, że to nasze drugie podejście do tematu etui, wersja pierwotna nie podbiła naszych serc. Całość prac nad etui – projekt, wybieranie ściegów, ściegi próbne, wymyślanie rozwiązania do wysuwania telefonu itd. – zajęła nam chyba ponad 2h, co bardzo rozbawiło naszych mężów. Spodziewali się miliona gotowych pokrowców, a tu zonk 🙂

Dla Joanny uszyłam i szyję jeszcze inne rzeczy, stopniowo (jak dostanę zdjęcia;P) będę je pokazywać na blogu.

Torba pełna skarbów dla Młodego

W każdej chwili w naszej rodzinie może pojawić się Młody, więc ostatnie pro-młode przygotowania idą pełną parą 🙂 Parę dni temu zdałam sobie sprawę, że brakuje mi torby na dziecięce niezbędniki i duperele. Moja siostra do tego celu używa torby, którą kiedyś jej uszyłam. Postanowiłam więc uszyć podobną dla naszego malucha.

Założenie projektowe było następujące: torba ma być wielka, pojemna i wygodna. Z jak największą ilością kieszonek, żeby chociaż trochę udało się zapanować nad chaosem wewnątrz torby;) Docelowo zapewne w torbie, oprócz pieluszek, ciuchów na zmianę, butelek, smoczków i wszystkich przydasiów dziecięcych, będę również nosić jakieś zabawki i swoje dokumenty;)  Torba musi więc być praktyczna.

Zakupiłam 0,5mb tkaniny na podszewkę i zamek. Resztę tkanin i dodatków wykorzystałam z tego, co miałam w szafie w przegródce z tzw. „resztkami”. Zewnętrzna warstwa torby wykonana jest z grubej bawełny (z której szyłam kiedyś żakietopłaszcz), a wnętrze z cienkiej tkaniny, imo też bawełnianej, sądząc po dotyku.

Pierwotnie planowałam uszyć torbę o kształcie księżyca, ostatecznie jednak wyszło co? Jajco;) W wersji mało napchanej górna część jaja się kładzie na dolnej części, imho całkiem fajnie to wygląda. Gdyby jednak do torby trzeba było napakować mnóstwo przydasiów, to awaryjnie mogę jeszcze wykorzystać górną przestrzeń jaja.

No i przechodzimy do clue torby – czyli kieszonek:P Jestem pod wrażeniem, że mi się chciało. Serio;) Nie znoszę szycia kieszonek. No po prostu mam alergię do kieszonek wszelkiej maści, to jest najbardziej irytujący detal szyciowy ever;) I jeszcze w takiej ilości. Ale co zrobić – praktyczna torba MUSI mieć kieszonki, a im ich więcej tym lepiej. Mam więc, oprócz głównej kieszeni torby, następujące kieszonki:

  • dwie zewnętrzne, na rzep
  • jedną wewnętrzną zapinaną na zamek, a w niej, w środku, kolejną kieszonkę
  • na kieszonce wewnętrznej z zamkiem naszyłam dwie kieszenie – jedną małą, na rzep i drugą dużą, wypukłą, na coś większego.

Kieszenie mają wewnętrzną stronę wykończoną drugim materiałem, więc jeśli kieszonka z zewnątrz jest beżowa, to wewnątrz ma kolorową podszewkę i na odwrót. Całkiem fajnie wyszło;) Żałuję, że nie miałam w domu większej ilości małych zamków, bo aż się prosi o jeszcze jedną kieszonkę na zamek, taką w sam raz na portfel. Teraz musi wystarczyć kieszonka na rzep.

Torba ma długi pas do wiązania. Długość wiązania można dowolnie regulować. Osobiście lubię, jak torba wisi mi na biodrze, tak też ją na razie związałam.

Generalnie jestem bardzo zadowolona z tej torby, podoba mi się 🙂 Co jest rzadkością, jeśli chodzi o szyte przeze mnie nie-ciuchy. Myślę, że torba będzie się dzielnie spisywać i z godnością nosić zyliardy dzieciowych przydasiów 😛

Torbę szyłam bez wykroju, „na oko” – nie jest więc idealnie symetryczna i wyważona. A wielkość kieszonek odpowiada ilości tkaniny podszewkowej, którą kupiłam – kieszonek jest więc tyle, ile udało się wyciąć z 0,5mb tkaniny, po odjęciu wnętrza jaja;)

I na koniec sesja zdjęciowa:)

Widok torby w wersji złożonej:

I rozłożonej, z przodu:



I z tyłu:

Kieszonki z tyłu, na rzep, z kontrastową podszewką:

Wnętrze (czyli zagłębie kieszonkowe:)))

Główna, wewnętrzna kieszonka na zamek. Z jednej strony, na zewnątrz, ma doszytą pojemną kieszeń.

Z drugiej, ma małą kieszonkę na rzep. W środku zaś jest jeszcze jedna kieszonka, normalna.

A tak prezentuje się w zwisie;)

Oprócz torby uszyłam ostatnio jeszcze bluzki do karmienia, ale je pokażę Wam pewnie dopiero po porodzie, jak brzuch mi trochę zjedzie. Bluzki nie uwzględniają 9m-c brzucha i aktualnie leżą lepiej na Wojtasie, niż na mnie;)

Pattern magic – czyli magiczna porażka ;P

Zapewne znacie to uczucie, kiedy coś Wam się bardzo podoba na zdjęciu, w książce, na modelu itd. a po uszyciu okazuje się, że jednak na Was wygląda to, delikatnie mówiąc, słabo. Chyba każda szyjąca ma w swoim dorobku jakieś szyciowe potworki 🙂

Do mojej kolekcji potworków dołączyło ostatnio kręcone bolerko i bukaaaaa! 😀 Buka budzi śmiech u wszystkich, którym ją pokazywałam. W książce (pattern magic) oba modele wyglądały super, ale zapewne fakt, że modelka była szczuplutka i małobiuściasta nie był bez znaczenia;)

Bolerko – no cóż… Jest niewygodne i czuję się w nim jak karykatura samej siebie. Nagle robię się wieeeeelka, w szczególności w górnych partiach ciała. Masakra, nie lubię siebie w tym czymś.

 

Drugi potworek – mój faworyt 😉 – czyli Buka. Po raz kolejny okazało się dość brutalnie, że kroje bez podkreślenia podbiuścia w moim aktualnym stanie są, delikatnie mówiąc, mało twarzowe. Z resztą zobaczcie na zdjęcie z boku, gdzie pokazuję ręką, ile przestrzeni pod biustem jest zakryte. Czuję się klocowato. Jak wielka kulka na dwóch nóżkach. Bądźmy realistami, nigdy nie założę tej bluzki. I bolerka pewnie też. 😛

W sumie już ponad 2 tyg się zbierałam w sobie, żeby zrobić zdjęcia tym potworkom i wrzucić na bloga. Jak widać, szybko nie poszło;)

Mam nadzieję, że to ostatnie szyciowe potworki w tym roku 😛 Limit chyba się wyczerpał 😉

I po cichu powiem Wam jeszcze, że się boję szyć kolejne modele na bazie krojów pokazanych w pattern magic. Troszkę się zniechęciłam;)

Coś na domowe pomykanie

 

Od dawna chodziło za mną uszycie czegoś do chodzenia po domu. Ciuchy domowe muszą być przede wszystkim wygodne, miłe w dotyku, ciepłe i niewrzynające się nigdzie. Nie potrafię w domu nosić jeansów, koszul z guzikami itd. W dziwny sposób w domu nie akceptuję większości ciuchów, które normalnie i bez problemu zakładam do pracy, czy po prostu wychodząc z domu. Intrygujące;)

Dotychczas pomykałam po domu w spodniach dresowych (dresik rulez;)) i stanowczo za małym, za krótkim i nie uwzględniającym biustu polarze. Najwyższa pora to zmienić:)

Do uszycia domowego zestawu wybrałam bawełnianą dzianinę dresową, która jest bardzo ciepła i miła w dotyku. Sweterek chciałam mieć zielony, ale niestety materiału było za mało:/ Na spodnie też starczyło na styk, niestety przód jest do góry nogami pod względem kierunku oczek, ale co zrobić, inaczej się nie mieściło;)

W sweterku zakochałam się od pierwszego założenia 🙂 Jest przewygodny, ma śliczne kieszonki (kształtem przypominające nadjedzone ciasteczko;)) i generalnie jest fajny. A pod względem szyciowym torpeda;) Najwięcej czasu zajęło mi przyszycie kieszonek (ozdobna tasiemka, podwinięcie, przyszycie równe itd.). Oczywiście żeby nie było za dobrze, przez przypadek ucięłam kawałek przodu za kieszonką, przez co z boków pojawiły się wycięcia „na żuka”. Nie podoba mi się to, ale błąd ten był nie do odratowania.

Do kompletu mam wąskie spodnie, konstruowane wg najnowszego nabytku konstrukcyjnego:) Rysowanie w calach jest… straszne:P Trudno się przestawić. Na szczęście mam miarkę centymetrowo-calową, więc chociaż mierzenie obwodów poszło bez zamiany jednostek;)

Jak na pierwsze spodnie w mojej karierze uważam, że wyszło całkiem nieźle;) Efekt nie do końca mi odpowiada, parę miejsc wymaga poprawek, ale to przy okazji szycia kolejnych spodni. Generalnie jestem zadowolona z przylegania i kształtu samych nogawek, panel w talii jest bardzo wygodny i daje +10 do ciepła w nery 🙂 Mogę jeść do woli i nic mi się nie wrzyna:P Jedyna wada – bluzka musi być na spodniach, bo widoczny panel podchodzący aż do talii jest wizualnie brzydki ;P

Intensywnie się zastanawiam nad skorygowaniem wykroju spodni do mojej wady postawy – miednicę mam trochę krzywą, nóżki nierówne… No masakra;) Ale nie jestem przekonana, czy chce mi się tyle babrać z późniejszym krojeniem… Chyba zaakceptuję nierówne marszczenie;)

 

Ps. Jak zawsze przepraszam za fatalną jakość zdjęć.