W każdej chwili w naszej rodzinie może pojawić się Młody, więc ostatnie pro-młode przygotowania idą pełną parą 🙂 Parę dni temu zdałam sobie sprawę, że brakuje mi torby na dziecięce niezbędniki i duperele. Moja siostra do tego celu używa torby, którą kiedyś jej uszyłam. Postanowiłam więc uszyć podobną dla naszego malucha.
Założenie projektowe było następujące: torba ma być wielka, pojemna i wygodna. Z jak największą ilością kieszonek, żeby chociaż trochę udało się zapanować nad chaosem wewnątrz torby;) Docelowo zapewne w torbie, oprócz pieluszek, ciuchów na zmianę, butelek, smoczków i wszystkich przydasiów dziecięcych, będę również nosić jakieś zabawki i swoje dokumenty;) Torba musi więc być praktyczna.
Zakupiłam 0,5mb tkaniny na podszewkę i zamek. Resztę tkanin i dodatków wykorzystałam z tego, co miałam w szafie w przegródce z tzw. „resztkami”. Zewnętrzna warstwa torby wykonana jest z grubej bawełny (z której szyłam kiedyś żakieto–płaszcz), a wnętrze z cienkiej tkaniny, imo też bawełnianej, sądząc po dotyku.
Pierwotnie planowałam uszyć torbę o kształcie księżyca, ostatecznie jednak wyszło co? Jajco;) W wersji mało napchanej górna część jaja się kładzie na dolnej części, imho całkiem fajnie to wygląda. Gdyby jednak do torby trzeba było napakować mnóstwo przydasiów, to awaryjnie mogę jeszcze wykorzystać górną przestrzeń jaja.
No i przechodzimy do clue torby – czyli kieszonek:P Jestem pod wrażeniem, że mi się chciało. Serio;) Nie znoszę szycia kieszonek. No po prostu mam alergię do kieszonek wszelkiej maści, to jest najbardziej irytujący detal szyciowy ever;) I jeszcze w takiej ilości. Ale co zrobić – praktyczna torba MUSI mieć kieszonki, a im ich więcej tym lepiej. Mam więc, oprócz głównej kieszeni torby, następujące kieszonki:
- dwie zewnętrzne, na rzep
- jedną wewnętrzną zapinaną na zamek, a w niej, w środku, kolejną kieszonkę
- na kieszonce wewnętrznej z zamkiem naszyłam dwie kieszenie – jedną małą, na rzep i drugą dużą, wypukłą, na coś większego.
Kieszenie mają wewnętrzną stronę wykończoną drugim materiałem, więc jeśli kieszonka z zewnątrz jest beżowa, to wewnątrz ma kolorową podszewkę i na odwrót. Całkiem fajnie wyszło;) Żałuję, że nie miałam w domu większej ilości małych zamków, bo aż się prosi o jeszcze jedną kieszonkę na zamek, taką w sam raz na portfel. Teraz musi wystarczyć kieszonka na rzep.
Torba ma długi pas do wiązania. Długość wiązania można dowolnie regulować. Osobiście lubię, jak torba wisi mi na biodrze, tak też ją na razie związałam.
Generalnie jestem bardzo zadowolona z tej torby, podoba mi się 🙂 Co jest rzadkością, jeśli chodzi o szyte przeze mnie nie-ciuchy. Myślę, że torba będzie się dzielnie spisywać i z godnością nosić zyliardy dzieciowych przydasiów 😛
Torbę szyłam bez wykroju, „na oko” – nie jest więc idealnie symetryczna i wyważona. A wielkość kieszonek odpowiada ilości tkaniny podszewkowej, którą kupiłam – kieszonek jest więc tyle, ile udało się wyciąć z 0,5mb tkaniny, po odjęciu wnętrza jaja;)
I na koniec sesja zdjęciowa:)
Widok torby w wersji złożonej:

I rozłożonej, z przodu:

I z tyłu:

Kieszonki z tyłu, na rzep, z kontrastową podszewką:

Wnętrze (czyli zagłębie kieszonkowe:)))

Główna, wewnętrzna kieszonka na zamek. Z jednej strony, na zewnątrz, ma doszytą pojemną kieszeń.

Z drugiej, ma małą kieszonkę na rzep. W środku zaś jest jeszcze jedna kieszonka, normalna.

A tak prezentuje się w zwisie;)

Oprócz torby uszyłam ostatnio jeszcze bluzki do karmienia, ale je pokażę Wam pewnie dopiero po porodzie, jak brzuch mi trochę zjedzie. Bluzki nie uwzględniają 9m-c brzucha i aktualnie leżą lepiej na Wojtasie, niż na mnie;)