Nienawidzę przeróbek. Nie trawię, nie cierpię, robi mi się słabo na samą myśl o przerbianiu gotowego ciucha. Są jednak sytuacje, w których po prostu MUSZĘ. Tak też było z tą sukienką. Kupiłam ją baaardzo dawno temu. Miała ona linię A, wiązana była na szyi. Zrobiona była z przepięknego jedwabiu, który sprawił, że musiałam tę sukienkę kupić mimo, iż nie leżała idealnie 😉 Mijały kolejne miesiące, a wraz z nimi rosło moje niezadowolenie z tego, jak rzeczona sukienka leży w biuście – była za mała, więc się podnosiła. Pod pachami tworzyły się nieestetyczne namiociki, które bardzo, ale to bardzo mocno mnie irytowały;) Próbowałam coś z nimi robić, lekko modyfikować dekolt, ale nic nie dawało zadowalającego rezulatu. Postanowiłam z sukienki zrobić spódniczkę, latem kupiłam nawet zamek;) Ponieważ szalenie nie znoszę przeróbek, to ponad pół roku zajęło mi zebranie się w sobie i uszycie tej oto spódniczki:


Zalety:
- ładny materiał. Przepiękny! 🙂
- spódniczka – jak to spódniczka, jest wygodna:P
Wady:
- niestety wyszła trochę za szeroka w pasie. Ale nia mam najmniejszej ochoty znowu jej przerabiać;)
Szycie:
- szyje się wyjątkowo upierdliwie, jak wszystko, co się przerabia;)
- stanowczo za dużo prucia. Nie cierpię prucia!
- znalezienie nitki prostej wymaga wytężenia wzroku;)
- pierwszy raz wypróbowałam moją nową stopkę do wszywania zamków krytych – poprzednio miałam plastikową, teraz mam metalową – jest świetna:)